wtorek, 2 sierpnia 2011

Pięć wcieleń podobrazia

Któregoś dnia, zastanawiając się nad nowymi tematami na kursy, wymyśliłam takie oto zadanie: stworzenie obrazu mając do dyspozycji dokładnie takie same wzory i materiały, co pozostali kursanci:
  • grube podobrazie, dzięki czemu gotowy obraz nie musi być oprawiany w ramę,
  • papier ozdobny jako tło,
  • serwetka z zegarami jako jeden z motywów,
  • bielenie i malowanie czterema kolorami brązu (między innymi z użyciem wosku),
  • barwienie masy strukturalnej, nakładanie na podobrazie przy zastosowaniu tego samego szablonu oraz cieniowanie tego wzoru kilkoma kolorami,
  • nakładanie patyny brązowej i czarnej (między innymi z użyciem wosku).
Wszystkie Panie same komponowały rozmieszczenie poszczególnych elementów. Wszystkie wyszły z gotowym obrazem, polakierowanym i zabezpieczonym werniksem do obrazów. Nawet Pani, która z decoupagem zetknęła się na tych zajęciach po raz pierwszy. Pięć Pań, te same materiały, a jak różne obrazy. Zobaczcie same. 

Wcielenie 1-sze

Wcielenie 2-gie

Wcielenie 3-cie

Wcielenie 4-te

Wcielenie 4-te (każda z prac miała oczywiście zdobione również boki)

Wcielenie 5-te

poniedziałek, 18 lipca 2011

Decoscrapowa szafka na przydasie

Zainspirowana pracą Konstancji zrobiłam szafkę na tzw. przydasie, których przy moim zbieractwie jest pełno i zawsze jest problem, gdzie je przechowywać. Użyłam dwóch kolorów farb (brąz rustykalny + fiolet) a następnie ją rozbieliłam pastą bielącą. Na fronty szufladek przykleiłam papiery do scrapbookingu a potem białe ornamenty z kalkomanii, które przykleiłam również na górze szafki.





niedziela, 10 lipca 2011

Molo Cafe - zaczarowane smaki Ustki

Jak wspominałam we wcześniejszym poście, na początku maja przebywałam kilka dni w Ustce, w której jednym z moich ulubionych miejsc jest opisana kawiarnia. Pierwszego dnia po powrocie z kiermaszu, na którym można się było uraczyć jedynie typowym jarmarkowym jedzeniem, postanowiliśmy z mężem udać się do wspomnianej kawiarni, a po drodze poszukać jakiegoś otwartego lokalu, żeby napełnić wygłodniałe brzuszki. Znaleźliśmy go obok kawiarni, która tego dnia była naszym głównym celem spaceru. Weszliśmy do wnętrza, urządzonego oszczędnie, ale ze smakiem.





Usiedliśmy przy stoliku i zagłębiliśmy się w lekturze menu. Po chwili dostaliśmy przekąskę, z jaką w żadnym lokalu jeszcze się nie spotkaliśmy - pociętą w słupki marchewkę. I ta marchewka miała smak prawdziwej marchewki, co w naszym zmodyfikowanym genetycznie, wypranym ze wszystkich smaków jedzeniu stanowi nie lada rzadkość. Chrupiąc marchewkę jak króliczki wybraliśmy potrawy: zapiekaną rybę i kaczkę z buraczkami.

Zapiekana ryba
Kaczka z buraczkami

Zdjęcia nie są w stanie oddać tego, co spotkało nasze podniebienia. Nasuwa się tylko jedno określenie: ROZKOSZ. Smakując każdy kęs doszło do naszych uszu, jak kelnerka przy sąsiednim stoliku proponuje na deser świeżo przyrządzone przez szefa kuchni tiramisu. Od dawna poszukujemy tiramisu, które chociaż zbliżyło by się do tego, które jedliśmy w Warszawie, a które zrobione było przez prawdziwego Włocha. Usłyszawszy propozycję kelnerki, skusiliśmy się i my. Ale mając w pamięci wieloletnie "porażki", zamówiliśmy tylko jedno.

Tiramisu - prawdziwe, a nie tylko z nazwy

Podane zostało w szklanej miseczce. Wyglądało smakowicie. Ale ten smak!!! Niech tiramisu tego Włocha schowa się ze wstydu. Dobrze że łyżeczki są tępe, bo moglibyśmy sobie z mężem krzywdę zrobić podczas walki o każdy kęs :). A drugiej porcji już byśmy chyba nie zmieścili, bo głównym daniem byliśmy nasyceni. Tak, to jest najbardziej odpowiednie określenie, nasyceni. W wielu restauracjach czy karczmach podają duże porcje i człowiek wychodzi z nich obżarty, ciężki. A tu porcje w sam raz, człowiek się nasyca jedzeniem, wychodzi lekki i pełen energii. Do kawiarni poszliśmy już tylko na herbatę :).

W ciągu tych paru majowych dni spędzonych w Ustce gościliśmy w Molo Cafe wielokrotnie. Za każdym razem zamawialiśmy inne potrawy i z zaciekawieniem czekaliśmy, czym nas tym razem szef kuchni zaskoczy.

Grillowana karkówka marynowana w ziołach prowansalskich na grzance z balsamiczną marmoladą z cebuli, sos tzatzyki, sałaty z vinaigrette, domowe frytki (opis zaczerpnięty z menu Molo Cafe)

A kto tworzy te wspaniałości? Jest nim Rafał Niewiarowski, szef kuchni. W każdym kęsie czuje się, że gotowanie jest jego pasją. Potwierdziła to kelnerka, która w rozmowie z nami powiedziała, że menu jest gruntownie zmieniane co jakiś czas, bo szef kuchni nie jest w stanie przez cały czas przygotowywać tego samego. Doskonale go rozumiem, ja też nie potrafię zamknąć się w jednym stylu.

A więc żeby jak najmniej stracić z jego twórczości, jadę w tym roku na wakacje do Ustki. Do zobaczenia w Molo Cafe. I jak tu gubić zbędne kilogramy?

piątek, 8 lipca 2011

Dziecięce klimaty

Ostatnie tygodnie pobytu córki w przedszkolu obfitowały w urodzinowe przyjęcia. Pewnie się domyślacie, że ja przygotowywałam prezenty dla kolegów i koleżanek, a córa imprezowała w najlepsze. Jednym z przedmiotów, które w tym czasie zrobiłam była szkatułka dla dziewczynki. Ale jak zobaczyłam te "kotoshrekowe" oczy mojego skarba - została w domu :). Do jej ozdobienia wykorzystałam serwetkę dostępną jeszcze w "serwetkowych szaleństwach" pod numerem 198 oraz motywy z papierów z elfami Toread.

Widok ogólny szkatułki
Wieczko, widok z góry
Coś bym porozrabiała
Mam pomysł!!!
Pobujam się na huśtawce
A potem sobie skoczę

piątek, 24 czerwca 2011

Chustecznik dla mężczyzny

Wiele Klientek przychodzących do mojego sklepu mówi mi, że ma problemy ze zrobieniem przedmiotu dla mężczyzny. Pokażę Wam więc kolejny przedmiot z serii "Męskie sprawy", który może będzie dla Was inspiracją na prezenty dla tej drugiej połówki. Do jego wykonania wykorzystałam dwie warstwy tej samej serwetki z ornamentami, do tego dla przyciągnięcia wzroku dodałam zegary z paniami wycięte z papieru do scrapbookingu. A oto efekt:


środa, 22 czerwca 2011

Żywica szkląca z Perfetto

Długo to trwało, ale w końcu znalazłam czas na podzielenie się z Wami obiecaną opinią na temat żywicy szklącej z Perfetto. Próbkę tego preparatu dostałam od dostawcy. Zrobiłam z nią dwa przedmioty: szkatułkę i tacę. Jak na razie odnalazłam zdjęcie szkatułki :).


Żywicę wylałam na wieczko szkatułki. Porównując ją do dotychczas stosowanej przeze mnie żywicy z firmy Canabric mogę powiedzieć, że jest od niej rzadsza i dużo szybciej schnie. Na tyle szybko, że czas pracy z nią jest bardzo krótki i trzeba się spieszyć, żeby ją dobrze rozprowadzić. Poza tym nie można przez to pozbyć się powstających pęcherzyków powietrza, ponieważ na wierzchu tworzy się szybko warstwa lekko stężałej żywicy i dmuchnięcie na nią powoduje, że tworzą się widoczne plamy podobne do oczek w rosole. Być może były zastosowane złe proporcje składników, ale postępowałam ściśle według zaleceń producenta, więc jedyny błąd mógł wynikać ze zbyt małej lub dużej zawartości któregoś składnika w oryginalnym opakowaniu. Ale to nie jedyny stwierdzony przeze mnie mankament. Po całkowitym utwardzeniu żywicy (zostawiłam pracę na 5 dni) dotknęłam się do niej i ... zostały na niej odciski palców. Pomyślałam sobie - może to jednak za krótko. Odstawiłam więc ją na następne 5 dni, a niech się utwardza. Po 10 dniach praca się zakurzyła, więc chuchnęłam i przetarłam szmatką, żeby się pozbyć kurzu. I co się okazało: w tym miejscu błyszcząca jak szkło powierzchnia zmatowiała i stała się szorstka. I nic nie dało się z tym zrobić. A po miesiącu stania powtórzyłam zabieg w innym miejscu - to samo. Po tak długim czasie przyczyną tego zjawiska nie mogło być nie utwardzenie się preparatu.

Moje uwagi zgłosiłam do dostawcy, on do producenta. Myśleliśmy, że może coś źle robiłam, może oni coś doradzą. Ale nie, stwierdzili, że ich żywica jest w porządku, w opakowaniach proporcje są prawidłowe. Werdykt końcowy - nie polecam.

Poszukiwania dobrej żywicy szklącej trwają. Mam już preparaty z dwóch firm.

wtorek, 21 czerwca 2011

Kawa, herbata i ciasteczko

Na początku maja miałam okazję przebywać przez parę dni w Ustce. Brałam wtedy udział w Jarmarku Rękodzieła zorganizowanym w Dolinie Charlotty. Ale nie o jarmarku chcę Wam napisać, tylko o jednym z moich ulubionych miejsc w tej miejscowości. Jest nią herbaciarnia zlokalizowana na ulicy Marynarki Polskiej 14 prowadzącej nad morze. W sezonie jest to ruchliwa ulica, pomimo to wchodząc do tego klimatycznego wnętrza można w otoczeniu pięknych przedmiotów i przy pachnącej filiżance herbaty lub kawy zatrzymać na chwilę czas. A o jego mijaniu przypomną nam tylko malutkie klepsydry odmierzające prawidłowy czas zaparzania herbaty. A potem pozostaje tylko smakować się rozpływającym się w ustach przepysznym sernikiem upieczonym przez właścicielkę lokalu.





piątek, 17 czerwca 2011

Ślubny prezent

Ponad miesiąc temu zrobiłam chustecznik, do ozdobienia którego wykorzystałam papiery do scrapbookingu. Stał grzecznie w pracowni i czekał na wybrańca. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Klientka, która potrzebowała prezentu na ślub dla swojej szefowej. Podczas wizyty w mojej pracowni wpadł jej w oko wcześniej wspomniany chustecznik. Ponieważ prezent ślubny miał być wspólny od wszystkich pracowników, stwierdziliśmy, że to trochę za mało. Zapadła decyzja, że mam dorobić do tego dwa pudełka: jedno dla Panny młodej, drugie dla Pana młodego. Oczywiście tak ozdobione, żeby pasowały do chustecznika. Do ich ozdobienia wykorzystałam  papiery z tej samej graficznej bazy co na pudełku na chusteczki. W pudełku dla mężczyzny dodałam motywy męskie (stare samochody) a dla Pani (torebka, buty). I powstał bardzo elegancki komplet.











Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...