wtorek, 20 lipca 2010

Puszka już w Oborze

Tak jak pisałam dziś puszka została dostarczona do Obory. W czasie wręczania prócz Agnieszki (szefowej) była też Pani Kasia (kucharka), która przygotowuje przepyszne dania (to ona w tamtym roku dała mi puszki) oraz nasza blogowa koleżanka czyli Panorama Lesage. Niestety z wręczania mam tylko jedno zdjęcie bo moja małża zapomniał włożyć do aparatu karty pamięci. Zdjęcia nie mogę teraz przegrać do komputera gdyż moja małża nie zabrał kabelka więc zdjęcie z wręczania pojawi się dopiero po naszym powrocie do W-wy.
A obecnie zapraszam do oglądania zdjęć puszki (na końcu zamieściłam dla przypomnienia zdjęcie "stanu surowego"). Przez cały rok nie miałam pomysłu jak ją ozdobić. Chciałam umieścić na niej wizerunki krów (nawiązując do nazwy gospody oraz jej wystroju), ale nic mi do tego pomysłu nie pasowało. Tak z miesiąc przed wyjazdem na wczasy Wena twórcza mnie ogarnęła i zaczęło się szaleństwo ozdabiania puszki. Myśl przewodnia to krowy z papieru do decoupage. Dalej ksero ze starych pocztówek, bo podobne są w "Oborze", kilka wydruków zdjęć (oto link do jednego z nich), do tego zielone dodatki czyli bluszcz z papieru do decoupage (z moich starych zbiorów), bo gospoda znajduje się niedaleko lasu. Jeszcze dodatki związane z gastronomią to znaczy sztućce z serwetek, a na koniec ornamenty z serwetki (serwetki z moich prywatnych zbiorów). Wszystkie elementy dobrałam w szybkim tempie (tak się dzieje jak mam wizję i wena szaleje). Do tego jeden kolor (farba firmy Flugger, kolor dobierany indywidualnie). Cieniowanie i postarzanie zrobiłam przy pomocy dwóch kolorów patyn - brązowej i czarnej. Zaczęłam pracę nad puszką w domu. Na początek puszkę trzykrotnie pomalowałam podkładem do metalu (Hammerite). Po każdej warstwie trzeba było odczekać tydzień, żeby podkład wysechł i utwardził się. Rozmieszczenie elementów, dopasowywanie szczegółów potrwało kilka dni. Ogólnie w W-wie puszkę skończyłam na etapie lekkiego lakierowania (matowym lakierem akrylowym) i dwóch warstwach postarzania patynami. Wyjechaliśmy w góry i tam dalej lakierowałam. Oczywiście szlifowanie i znowu lakierowanie. Później następna warstwa postarzania i lakierowanie. A na koniec znowu szlifowanie i lakierowanie. Lekkie poprawki patyną i po końcowym lakierowaniu puszka była gotowa. Ze względu na ograniczony czas nie zdążyłam tak wyszlifować puszki, by uzyskać idealnie gładką powierzchnię. Wzory z papierów są wyczuwalne pod palcami. Ale przecież to jest rękodzieło.

P.S.
Aniu miło było Ciebie poznać. Szkoda, że tak krótko rozmawiałyśmy ale to zawsze rozmowa na żywo a nie przez internet. Biżuteria, którą robisz jest świetna. Bardzo mi się podobała.

















poniedziałek, 19 lipca 2010

Prezent dla "Obory" - kolejna (nie)odsłona

Byliśmy dzisiaj w gospodzie "Obora" na pysznym, jak zwykle, jedzonku i umówiliśmy się na wręczenie puszki w dniu jutrzejszym (wtorek) około godziny 18:00. Prezent już zapakowany (zdjęcie poniżej). Nie, nie, jeszcze nie pokażę jak wygląda - wiem, okropna jestem :).


Dla osłody prezentuję paterę ceramiczną, którą zrobiłam jakiś czas temu. Tak, jak Wam wcześniej pisałam, lubię czasami polepić w glinie, traktuję to jako odskocznię od decu.


niedziela, 18 lipca 2010

Prezent dla "Obory"

Jutro rano wyjeżdżamy z ukochanego Świeradowa Zdroju i udajemy się na tydzień nad morze. Jedziemy w te samo miejsce, co w zeszłym roku, czyli do Darłówka. Niedaleko naszego celu podróży jest miejscowość Bobolin, a w niej gospoda przerobiona ze starej obory. W tamtym roku opisywałam, jakie wspaniałości czekają tam na nasze podniebienia i z jakimi łupami stamtąd wyjechałam. Wypatrzyłam na tyłach duże puszki po oleju do smażenia i nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała kilku z nich wyprosić. Gdy zdziwionej obsłudze wyjaśniłam do czego mi są one potrzebne dano mi kilka bez problemu, ale poproszono mnie o ozdobienie jednej z nich w prezencie. Długo trwało, zanim się zabrałam za jej ozdobienie. Kończyłam ją już na wyjeździe, poniżej przedstawiam "stan surowy", a efekt końcowy pokażę następnym razem, jak zrobię zdjęcia zaskoczonych min w trakcie wręczania. A nuż podpatrują bloga :).

sobota, 17 lipca 2010

Zmywacz powłok

Na wyjeździe szalałam na giełdzie staroci. Oczywiście jak zwykle wyszłam z kilkoma ciekawymi łupami. Niektóre zostały jednak na giełdzie, bo niestety nie zmieścilibyśmy się do samochodu z wszystkimi bagażami. Na dodatek od znajomego otrzymałam stare okno. Nie wytrzymałam, zostawiłam zaplanowaną pracę i mając wizję musiałam zacząć działanie z tym małym skarbem. Dobrze, że wzięłam ze sobą preparaty i narzędzia (bo miałam oczyszczać okna, które znalazłam w maju i zostawiłam u znajomych). Jednym z preparatów, który wzięłam, był zmywacz powłok do drewna firmy Syntilor w postaci żelu.

Preparat jest idealny do usuwania farby, lazurów, lakierów, klejów, podkładów, kitów, itd. Z jego pomocą zabrałam się za czyszczenie okna z pokrywających go warstw farb.

SPOSÓB UŻYCIA:

Przed użyciem wstrząsnąć. Najlepiej potrzebną ilość preparatu przelać do szklanego naczynia. Pamiętajcie o założeniu rękawic ochronnych (ja stosowałam rękawice lateksowe).

Obfitą warstwę preparatu nanieść pędzlem lub szpachelką na oczyszczany przedmiot (to co usuwamy może się pomarszczyć lub napęcznieć).


Napęczniałą lub pomarszczoną powierzchnię zeskrobać szpachelką. Ja na wszelki wypadek w trakcie skrobania założyłam okulary ochronne kupione w Castoramie. Powierzchnię można przetrzeć wilgotną szmatką, która często musi być płukana w wodzie. Przy większej liczbie warstw farby (pokrycia) czynności powtarzamy do uzyskania zadowalającego nas efektu.

Na koniec całą powierzchnię można przeszlifować papierem ściernym.

Przed nałożeniem nowego pokrycia pozostawić powierzchnię do całkowitego wyschnięcia


Co powstanie z tego okna pokażę na blogu po zakończeniu prac nad nim.

piątek, 16 lipca 2010

Prezent dla Jasia

Dzisiaj pokażę kolejny prezent - tym razem dla chłopca. Do ozdobienia tej skrzyneczki wykorzystałam dwa wzory serwetek: Kruk w jednej skarpetce (obrazek wewnątrz skrzynki) i Paski II niebiesko-zielona oraz chusteczkę Kruk w jednej skarpetce (obrazki na zewnątrz skrzynki). Żeby paski pod tymi obrazkami nie prześwitywały, miejsca, w których miały być przyklejone, podmalowałam białą farbą.



środa, 14 lipca 2010

Szkatułka z elfem


Pod koniec czerwca moja córka była zaproszona na kilka przyjęć urodzinowych do swoich koleżanek i kolegów z grupy przedszkolnej. Czasami bywało, że jednego dnia była na dwóch imprezach. Doszliśmy z mężem do wniosku, że nasza sześcioletnia córka imprezuje bardziej niż my :) :) :).
Powracając do tematu: czas pozwolił na zrobienie dla niektórych solenizantów prezentów własnoręcznie. Niektórym z nich udało mi się zrobić zdjęcia. Niestety część poleciała w Świat bez fotograficznej dokumentacji.
Dziś szkatułka dla dziewczynki z przeznaczeniem na biżuterię czyli spinki oraz gumki do włosów. Wykorzystałam wzory z dwóch serwetek. Jedna z nich to Serwetka Elfy.





poniedziałek, 12 lipca 2010

Crackle jednoskładnikowy w aerozolu

Niedawno na naszym rynku pojawił się nowy crackle jednoskładnikowy firmy Odif. Zainteresował mnie, ponieważ jest to jedyny znany mi na rynku crackle w aerozolu. Byłam bardzo ciekawa, jak się z nim pracuje. Przetestowałam go i okazało się, że można z jego pomocą uzyskiwać ciekawe efekty. Postanowiłam więc wprowadzić go do naszej oferty, a przed samym wyjazdem zdążyłam jeszcze zrobić zdjęcia do lekcji pokazowej, jak krok po kroku wykonać spękania tym preparatem.
Do wykonania spękań cracklem jednoskładnikowym potrzebujemy przygotować:
-przedmiot, na którym chcemy wykonać spękania (tutaj deska ze sklejki),
- dwie farby akrylowe o kontrastowych kolorach,
- preparat do spękań,
- pędzel,
- gąbka,
- papiery ścierne,
- klej Modge Podge do zabezpieczenia powierzchni.


Nie będę opisywać, że najpierw należy przygotować powierzchnię do malowania. Ponieważ się spieszyłam pozwoliłam sobie ten etap w lekcji pokazowej pominąć. Zaczynamy więc od pomalowania powierzchni jednym z kolorów farby akrylowej. Ja użyłam farby akrylowej Heritage o kolorze śliwki. W tym kolorze będą spękania.



Po nałożeniu pierwszej warstwy szlifujemy powierzchnię


i nakładamy drugą warstwę w tym samym kolorze i czekamy aż wyschnie.


Następnie powierzchnię zabezpieczamy klejem Heritage Modge Podge.


Przygotowujemy pojemnik z crackle jednoskładnikowym (należy nim potrząsać przez około minutę)


i potem spryskujemy powierzchnię z odległości ok. 20 cm.


Jeżeli chcemy uzyskać spękania o zbliżonej wielkości na całej powierzchni należy kłaść równomierną warstwą. Czekamy, aż preparat podeschnie i nakładamy drugą farbę.


I czekamy na pojawienie się spękań.



Po powrocie z urlopu zrobię jeszcze zdjęcie, jak wygląda płytka po całkowitym wyschnięciu farby.

Na koniec napiszę czym ujął mnie ten preparat. Jest to łatwość uzyskania różnej wielkości spękań (tak jak na pokazowej płytce). Im nałożona warstwa preparatu jest cieńsza, tym drobniejsze uzyskuje się spękania.

niedziela, 11 lipca 2010

Lawendowe meble

Już ponad miesiąc nic nie umieszczałam na blogu! Dlaczego? Ano z kliku powodów.
Na początku byłam zajęta pracą nad meblem, w między czasie komputer odmówił nam posłuszeństwa. Prawie przez miesiąc byłam odcięta od Internetu. Dopiero w takich chwilach człowiek odczuwa, jak się od niego uzależnia :). Po drodze wyskoczyło jeszcze kilka spraw, którym musiałam poświęcić czas. Co to było to opowiem Wam w następnych postach.
Obecnie jestem na urlopie. Właśnie teraz postanowiłam nadrobić zaległości w pisaniu. Od czego by tu zacząć?? Najlepiej od początku. Dlatego wpierw na tapetę pójdzie mebel, który udało mi się tuż przed wyjazdem skończyć.
A zaczęło się od półki, która od trzech lat leżała i błagała o zlitowanie. Któregoś dnia wpadłam na pomysł by ozdobić ją wzorami lawendy.


Półka czekała na końcowe lakierowanie kiedy pojawiła się jedna z moich klientek i stwierdziła, że półka się jej bardzo podoba. Postanowiła zawiesić ją w łazience. To już była dla mnie informacja, że do końcowego lakierowania (czyli ostatnie 4 warstwy) muszę użyć lakieru, który stosuje się tylko do łazienek oraz kuchni. Później klientka doszła do wniosku, że wzorem z lawendy można ozdobić lustro oraz szafkę, które też są jej potrzebne w łazience. Rozpoczęły się poszukiwania mebla. W jednej z galerii internetowych klientka zakupiła lustro oraz mebelek.
Wszystko zostało w całości dostarczone przez kuriera. W czasie rozpakowywania zauważyłam, że jest to chińska produkcja. A tak one wyglądały przed zdobieniem:



Okazało się, że mebel składał się z dwóch części. Górna do dolnej w ogóle nie jest niczym przymocowana i w czasie otwierania przeszklonej części można ją sobie ściągnąć na stopy. Super niespodzianki, ale czy to już koniec?? Pomyślałam, że chyba nie i że trzeba się nastawić na dalsze problemy i sporą zabawę by mebel wyglądał O.K.
Tak też się stało. Wszystko musiałam oczyścić szlifierką (a niekiedy szlifowałam ręcznie) do żywego bo okazało się, że mebel ma przebarwienia w żółtym kolorze, dziwne spękania i multum zadziorów oraz niedoróbek. Przerażające. Na dodatek farba okropnie się pyliła w czasie szlifowania, gdyż mebel ani lustro nie zostały zabezpieczone lakierem. Po dłuższej męczarni ze szlifowaniem zaczęłam nakładać podkład (5 a niekiedy 6 warstw bo cały czas prześwitywały przebarwienia z MDF-u) później poszła biała farba też około 5 warstw. Później przykleiłam wzory z lawendą wycinane z serwetki.


Potem lakierowanie (sporo razy) i szlifowanie. Na koniec wszystko zabezpieczyłam kilkoma warstwami lakieru do łazienek oraz kuchni. A oto efekt końcowy:






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...