Raz na jakiś czas muszę odpocząć od wszystkiego. Wtedy dzwonię do mojej koleżanki Agnieszki Beer. Umawiam się do niej na zajęcia ceramiczne.
Idę do jej pracowni i popijając kawę lepię (Agnieszka oczywiście też lepi realizując zamówienia z różnych galerii). Ostatnio zachciało mi się popracować na dużej formie.
Stwierdziłam, że talerz o średnicy 35 cm będzie w sam raz. Ukręciłam ślimaczki, wkomponowałam je z wałeczkami na formie i … czekałam aż Agnieszka go wypali. Po 2 tygodniach mogłam już szkliwić. Poszła w ruch angoba i bezbarwne szkliwo (efekt końcowy widzicie na zdjęciu). Po szkliwieniu talerza pozostało mi na zajęciach sporo czasu więc zrobiłam jeszcze misę.



piękne misy och jak bym chciała tak polepić
OdpowiedzUsuńBardzo oryginalne przedmioty, chyba trudno się robi takie cudeńka?:)
OdpowiedzUsuńGosiu, jesteś wszechstronnie utalentowana :) misa bardzo mi się spodobała
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie to wyszło :) Fajnie jest mieć kogoś, u kogo można się pobawić w tworzenie artów... :)
OdpowiedzUsuńTo moje niezrealizowane marzenie - gliny lepienie!!!Misy super:)
OdpowiedzUsuńMój pierwszy produkt ze ślimaków - miska - zagubił się w pracowni i nie ma go już od 2 miesięcy. Widać był znośny i ktoś go sobie "wypożyczył" na wieczne nieoddanie :D
OdpowiedzUsuńLubię angobę, bo nie spływa tak bezczelnie jak niektóre szkliwa ;D
Podoba mi się to połączenie wałeczków i ślimaków. Bardzo to fajnie wygląda.
To z Ciebie i taka zdolniacha!!!! Pięknie, pięknie:))))
OdpowiedzUsuńoch jak Ci zazdroszczę.. sama bardzo często jak już psychicznie nie wyrabiam to uciekam do Łucznicy n zajęcia ceramiczne..tylko tam mi się najlepiej resetuje mózg i wyciszają emocję.. a do tego można zrobić kilka użytecznych przedmiotów... już dawno nie byłam...
OdpowiedzUsuń